A było to w zamierzchłych czasach, gdy panowie z Coldcut szukali swego miejsca na scenie muzycznej i nie w głowie im było zakładanie własnej wytwórni, a o Mo'Wax nikomu się jeszcze nie śniło. W tych to czasach, w roku 1989 roku miał miejsce pewien fakt. Otóż, związany dotychczas z projektem Bomb the Bass, Jonathan Saul Kane przestał zadowalać się rolą producenta i postanowił zabrać swoje zabawki i przenieść się na własne podwórko. W tym samym roku, nakładem wytwórni Vinyl Solution wyszedł singiel "Depth Charge", który zapowiadał coś nowego. Na przestrzeni kolejnych lat pojawiły się kolejne jaskółki: "Bounty Killers", "Goal" i "Dead by Dawn". Trwało to aż do roku 1994, kiedy to Kane postanowił poskładać wszystko do kupy, dodać utwory wcześniej niepublikowane i wydać pełnowymiarowy album, definiując tym samym muzykę elektroniczną, jaką dziś bez zastanowienia przypisanoby do 'nurtu' Ninja Tune. Wszystko to w czasach narodzin i raczkowania obecnych gigantów.
"Moje kung-fu jest lepsze niż twoje!"
Dziewięć zabójczych jadów - dziewięć utworów po brzegi wypchanych samplami z filmów kung-fu, tandetnych horrorów, spaghetti westernów i włoskiego futbolu. Efekt kolizji takiej mieszanki z breakbeatem mógł być tylko jeden - "Nine Deadly Venoms" to najbardziej porąbany materiał tego typu, jaki można postawić na półce. Miłośnicy kolektywu Dj Food będą się czuli jak w domu, a raczej jak w niebie. Nadające odpowiedni groove bity przyprawione odgłosami trzaskających szmat i scenami pojedynków na rewolwery to zdecydowanie to, co tygrysy lubią najbardziej. I żeby nie było niedomówień – odgłosy walk, strzały z rewolwerów i rżenie padających koni nie są jedynie dorzuconym na siłę i w ostatniej chwili dodatkiem, mającym dodać nieco charakteru do bitów, które wyszły 'jakoś po drodze'. Stanowią one integralną część muzyki, bez nich w ścieżkach powstałyby trudne do wytłumaczenie 'głuche' luki, które zapewne znów trzeba by było czymś zapełnić

. A tak, konie znają swoje miejsce w szyku, rewolwery strzelają celnie w takty, a trzaskające szmaty bezbłędnie komponują się z resztą. Jednym słowem – Perfekcja (mniej więcej to w języku chińskim oznacza 'Kung-Fu').
W stronę zachodzącego słońca
Jestem niemal pewien, że gdyby album ukazał się nakładem wciąż stawiających wtedy pierwsze kroki w wydawniczej branży NT lub Mo'Wax, dzisiaj byłby wymieniany jednym tchem z płytami Coldcut i Hexstatic. Kane po sukcesie założył własny interes, DC Records, ograniczając tym samym siłę ognia promocyjnego i niejako skazując się na tworzenie dla wtajemniczonych. Warto zatem się wtajemniczyć, warto sięgnąć.
Paweł Putresza (homeboy)
kome